Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
34 posty 720 komentarzy

Na zimno

tipsi - miłośnik buraczków zasmażanych

Coryllus ma w dupie oskary

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Zręczni felietoniści pragnący zaznaczyć swą intelektualną niezależność, podobnie jak czule pielęgnujący swe społeczne zdystansowanie ekscentrycy, a także niektórzy ludzie wyrobieni i uznający się za może nieco lepszych od reszty, lubią sugerować (albo walić wprost, zależnie od okazji, temperamentu i rozmówcy), że ten cały film to właściwie zjawisko o podejrzanym kulturowo pochodzeniu, dość niecnym w istocie przeznaczeniu, tworzone przez ludzi lubiących łatwe życie w niezasłużonym blasku sławy. Że prawdziwa sztuka słowa i gestu to teatr, a sztuka obrazu to malarstwo i rzeźba, no, co najwyżej fotografia.
Tego rodzaju pogląd wygłaszany jest niejednokrotnie z niewinną intencją sprowokowania dyskusji, która ma prowadzić do konkluzji, że nawet jeśli nie jest to w 100% prawdą, to i tak nie ulega wątpliwości, że film stanowi rodzaj mentalnego kółka wpiętego w nos społeczeństwa, by powodujące nim elity mogły łatwo i w miarę bezboleśnie wodzić je na manowce - czy to w politycznych, czy komercyjnych intencjach.

Podobnie i coryllus celowo chyba nie wspomniał o filmach, które się po prostu artystycznie bronią, które są przede wszystkim sztuką. Ja wiem, że jest ich raczej niewiele (i trudno by było inaczej), że często nie zdobywają nagród (wszak nagrody pełnią funkcję reklamową) i że tzw. szeroka publiczność ziewa na nich i jęczy z nudów (mało mordobicia, mało facetów z gębami jak przecinaki, jeśli nawet jest coś o miłości to nie takiej, uch! jak z harlequina i niejednokrotnie bardzo źle i smutno się kończą). Ale przecież one są!

Zwróćmy uwagę, że w innych dziedzinach sztuki jest i było podobnie - najpierw ktoś tworzył sztukę użytkową, często nawet nie zauważając że to sztuka, potem pojawiał się geniusz, który tworzył coś, co było genialne i po dziś dzień wyciska łzy wzruszenia i westchnienia podziwu, nawet jeśli jest namalowane ochrą za pomocą patyka na ścianie jaskini, potem wszyscy to naśladowali i rozwijali, coraz mniej jednak rozumiejąc istotę sprawy i rozwadniając znaczenia, a potem pojawiał się jakiś wizjoner i przełamywał schematy, dowodząc, że geniusz jak kot - łazi własnymi ścieżkami. I tak w koło Macieju.

Film, podobnie jak teatr, ewoluuje od form niższych i czysto użytkowych, do form bardziej skomplikowanych, rozwiniętych i pretendujących do wysokich gustów, ale podobnie jak było to w przypadku wszystkich innych dziedzin ludzkiej twórczości, większość powstających dzieł nie jest godnych tego miana. Są to poręczne jednorazówki, błyskawicznie się zużywające i łatwo zapominane, co najwyżej od czasu do czasu wspominane z nostalgią przez staruszków u progu Alzheimera i podejrzanych dziwaków o długich, przetłuszczonych włosach i okularach jak denka od kufli. Jednak ze sztuką jest jak z węglem - pośród milionów ton nieczystego, nieciekawego, choć potrzebnego cywilizacji paliwa, trafiają się pojedyncze sztuki diamentów. Znaczą one swym blaskiem drogę rozwoju dziedziny i pojawiają się z zadziwiającą nieregularnością - nie sposób przewidzieć gdzie i kiedy.

Trudno się właściwie dziwić tym, którzy zniechęcają się do ich szukania pośród zwałów paskudztwa, tym bardziej, że cała aktywność tzw. krytyki i mediów nakierowana jest na ich zamaskowanie, na zmylenie odbiorcy i skierowanie jego uwagi na jakiś przygnębiająco przewidywalny w swej głupocie gniot, przed którym postawiono zadanie uwiedzenia tłumów i ich portfeli. Ale akurat ja jestem zdania, że warto szukać mimo zniechęcenia, które odczuwam podobnie jak coryllus, gdy jakaś głupiutka pańcia każe mi się zachwycać gwiazduchną o urodzie perszerona i podobnym talencie aktorskim, gwałcącą szlachetną sztukę Szekspira i Moliera pod dyktando jakiegoś spoconego siostrzeńca producenta o nazwisku kończącym się na -blum albo -stein, który był nie dość cwany, by zostać prawnikiem.


Warto również, skoro tak trudno o walory artystyczne, szukać filmów o charakterze rozrywkowym, ale których twórcy potrafili inteligentnie podsumować otaczającą ich rzeczywistość - nawet jeśli pokryli to mylącym standardowym sztafażem rozpoznawalnych gatunków. Filmy takie stanowią godną rozrywkę dla ludzi ceniących swą inteligencję, a to przez ich przyrodniczy albo antropologiczny w istocie charakter. Są czymś w rodzaju operetki - niby ubogiej krewniaczki dumnej opery, która wszakże czasami potrafi zastrzelić czymś równie skończenie doskonałym, jak aria Królowej Nocy.


Dlatego warto jednak szukać - nawet jeśli akurat ceremonię Oskarów ma się serdecznie w dupie, jak coryllus. I jak ja.

KOMENTARZE

  • tipsi
    Napisałem Ci komentarz pod notką.
  • Wczoraj, całkiem przypadkowo
    miałem okazję zobaczyć film, który zebrał kilka nagród (Jak zostać królem), koneserem ani znawcą nie jestem ale szczerze powiem, że film mi się podobał.

    Nie wiem co tam pan coryllus ma we wspomnianej d.... i średnio w sumie mnie to interesuje.
    Od osoby piszącej i aspirującej do gromkich oznak uwielbienia wymagam, żeby miała coś w głowie...

    Pozdrawiam.
  • @SpiritoLibero
    A pan ciągle o tej głowie, obsesja jakaś czy co?
  • @coryllus
    Wie pan, nie wiem jak to jest z grafomanią ale wybujałe ego kształtuje się w dzieciństwie i w późniejszym wieku ciężko już coś z tym zrobić...

    Serdeczności :)
  • @tipsi
    Przy najbliższej okazji obejrzę po raz kolejny "Dawno temu w Ameryce", bo tam jest dużo mordobicia, dużo facetów z gębami jak przecinaki i nawet jest coś o miłości i to takiej, jak z harlequina (cokolwiek to jest). No ale to długi film i nie wiem kiedy znajdę czas, więc póki co będę wchodził na NE w nadziei, że za którymś razem coryllus ze śmiertelną powagą oświadczy, że spędził wieczór w wyśmienitym towarzystwie: "szklanka herbaty, kołujący myszołów i ja" i że czytając komentarze pod tym wpisem będę miał zapewnioną rozrywkę na najwyższym poziomie.
  • @Mr.White
    "DTwA" to - dla mnie - ścisła czołówka kina, ze względu na znakomitą muzykę, nastrój, zdjęcia. A co do wątku miłosnego - to jest właśnie dokładnie nie taki jak w harlequinach. Jednak nie ma co przeceniać tego filmu, ma on też swoje słabe strony, zwłaszcza scenariusz. Np. zbędna gloryfikacja przemocy (mimo, że przejmująco pokazano jej niszczące działanie również na sprawcę), pewna sztampowość w opisie "złotych czasów gangów" a Ameryce, epatowanie wulgarnością.
    Jak dla mnie, najdoskonalszą w tym filmie jest scena z ciastkiem, na schodach. Prosta, ale znakomita.

    Skoro już padły jakieś tytuły tytuły, to ja osobiście bardzo dobrze odbieram "Okruchy dnia", jeśli nawet muzyka nie dorównuje w nim całej reszcie.
  • @tipsi @Mr.White
    A jak się Wam podobał Apocalypto Gobsona?

    Próbowałem namówić żonę ale po kilku scenach odmówiła...
  • @SpiritoLibero
    Typowa produkcja Hollywood. Zręczna, rytmiczna, z jasno określonym podziałem na złych i dobrych, z dość przewidywalną akcją, niezłymi zdjęciami i schematycznym podejściem historycznym. Nic szczególnego, poza samym doborem tematu.
  • @tipsi
    W "DTwA" jest kilka wątków miłosnych a rzeczywiście urocza scena na schodach rozpoczyna jeden z nich - Patsy "zdradził" Peggy z ciastkiem, ale z późniejszych scen można wnioskować, że stanowią być może dziwną dla niektórych parę: młody przystojniak i niezbyt urodziwa kobieta z przeszłością. Lubię ten film właśnie za wielowątkowość i brak jednoznacznej interpretacji narzucanej przez reżysera.
    Ale nie w tym rzecz. Powyższą notkę napisałem, bo mam wrażenie z lektury komentarzy pod notką coryllusa, że niektórzy przesadnie ją nadinterpretują. Potem trafiłem na Pańską notkę i tu skomentowałem, choć ten komentarz powinnien znajdować się tam, więc go tam powtórzyłem.

    Pozdrawiam.
  • @Mr.White
    ...a skoro tak, to wpadamy w podobną wielowątkowość i zaraz się nie połapiemy. I pomyśleć, że to wszystko przeze mnie... :)
  • @tipsi
    Widać, że można się dogadać wychodząc z zupełnie przypadkowego punktu. No ale nie zawsze. Zauważyłem, że znów skomentował Pan na blogu coryllusa - niech Pan stamtąd szybko ucieka, bo jak się dowiedzą, że Pan uważa "DTwA" za czołówkę kina, to przeczyta Pan o sobie nie tylko, że odczuwa Pan przyjemność z obserwowania jak ktoś łamie sobie nogę, ale że Pan te nogi własnoręcznie łamie!
  • @Mr.White
    Gdybym lubił łamać nogi, zostałbym ortopedą. A że "de gustibus" itd., to ja zupełnie nie będę miał pretensji do coryllusa, jeśli np. wyrazi opinię, że uważa "Fargo" za typowego amerykańskiego gniota, a np. "Pulp Fiction" za bełkot idioty zmęczonego kokainą. Ze sztuką filmową bowiem jest tak, jak i z muzyką - porusza struny w duszy każdego z osobna (lub nie porusza). A struny te są strojone przez całe życie człowieka, jego doświadczenia, wpływy, którym się poddawał, predyspozycje przemycone z genami przodków i nastawienie wyrobione przez wcześniejsze eksperiencje kulturowe. I bardzo dobrze - przerażałby mnie bowiem świat, w którym wszystkim podobałoby się i nie podobało to samo.

    A teraz anegdotka, z życia. Moja szwagrowa poszła była kiedyś do lekarza. Czekała w kolejce z kilkoma innymi paniami, akurat wszystkie w tzw. okresie rozrodczym, co ma pewne znaczenie. W poczekalni wisiał telewizor, a w nim właśnie zaczynał się jakiś serial - "M jak mdłości" czy inne "Samo tycie". Szwagierka w tej właśnie chwili musiała spojrzeć, czy na pewno trafiła do tego specjalisty, o którego jej chodziło, bo gdy tylko rozległy się dźwięki serialowego dżingla, wszystkie panie jak jedna wbiły oczy w telewizor i równocześnie zaczęły nucić piosenkę...
  • @tipsi
    Rzecz w tym, że coryllus może napisać wszystko co Pan powyżej proponuje jeśli uzna, że to podniesie atrakcyjność wypowiedzi. Oczywiście, nie przy wszystkich tematach coryllus sobie na coś takiego pozwala - przeciwnie, przy niektórych jest dosłowny do bólu. I właśnie między innymi dlatego nie opuszczam żadnego wpisu coryllusa, bo wiem że znajdę tam opowieść o rzeczach ważnych napisaną rozważnie i mądrze, ale również znajdę tam tematy nieco niższe rangą i opowieść o nich podaną w sposób lekki lub prowokacyjny. Lubię to, ale wiem, że nie każdemu to odpowiada. Odnoszę wrażenie, że coryllus Pana dziś trochę nabrał.

    PS Zarzut łamania nóg nie jest autorstwa coryllusa - gdyby on napisał coś takiego, zwietrzyłbym w tym niezłą zabawę i pociągnął temat dalej. O łamaniu nóg napisał ktoś, kto DTwA nie oglądał albo też obejrzał i zupełnie nic nie zrozumiał. Jestem też pewien, że ten ktoś nie ma pojęcia kto był doradcą artystycznym prezesa Zyskinda, ale to mu w nie przeszkadza w dalszym tokowaniu. Niech mu wyjdzie na zdrowie - każdy ma czasem gorszy dzień.
  • @Mr.White
    Co do coryllusa i jego tekstów, to zgoda, mam podobną opinię. Czy mnie nabrał? Może, sęk w tym, że wychodząc z podobnego założenia o pogardliwym stosunku do oskarowego interesu, starałem się uzasadnić, że nie warto wylewać dziecka z kąpielą. Ale faktycznie, tylko toyah pisuje zawsze do bólu serio, a coryllus lubi sobie czasem zadrwić. I nieźle mu to wychodzi.
  • @tipsi
    dla każdego coś dobrego...
    Pozdrawiam serdecznie

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

ULUBIENI AUTORZY