Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
34 posty 720 komentarzy

Na zimno

tipsi - miłośnik buraczków zasmażanych

"Receptowy" protest lekarzy - ad vocem

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Kolega Piński był uprzejmy wyrazić swą opinię o zbliżającym się spięciu między lekarzami a administracją. Ponieważ pomieszał w swym artykule informacje prawdziwe i nieścisłe z emocjonalnie nacechowanymi opiniami, to ja może co-nieco rozjaśnię...

Na początek, dla wyjaśnienia - jestem lekarzem, ale od wielu lat nie pracuję w zawodzie, mam jednak kontakt z medycyną i sprawami organizacji ochrony zdrowia. Nie jestem więc osobiście zaangażowany w omawiane kwestie, ale mam o nich większe pojęcie, niż przeciętny obywatel.

Co do korupcji w służbie zdrowia, mam pełną jasność - korupcja była i jest dużym problemem, nie tylko dla pacjentów i administracji medycznej, ale i dla samych lekarzy. Ma ona bowiem fatalny wpływ na stosunki międzyludzkie, relacje podwładny - przełożony i przebieg kariery zawodowej niemal każdego lekarza. Należy jednak dostrzec, że nie ma proporcjonalnej miary w podchodzeniu do korupcji w relacji lekarz - pacjent i w relacji przemysł farmaceutyczny - służba zdrowia, a już szczególnie przemysł farmaceutyczny - centralna administracja medyczna. O ile bowiem na poziomie lekarz - pacjent spotykamy bardzo różne nasilenie korupcji - od jej całkowitego braku po odmowę wykonania świadczenia bez łapówki, to już na szczeblu centralnym praktycznie nie istnieją działania, które podejmowane byłyby bez kontekstu korupcyjnego. A tu sumy idą w grubaśne miliony. Miliony, które uciekają z naszej, podatników kieszeni. Miliony, za które nikt z nas, pacjentów, osobiście nie zyskuje zupełnie nic!

Jeśli chodzi o protest lekarzy, to bynajmniej nie jest on motywowany ryzykiem ukrócenia korupcji, bo wprowadzane przepisy takiej możliwości nijak nie stwarzają, wręcz przeciwnie. Problemy są tu zasadniczo trzy:

• lekarz wypisujący receptę na leki refundowane będzie musiał znać bieżący poziom refundacji każdego zlecanego prepratu (a te zmieniają się co kwartał) pod rygorem ZWROTU CENY LEKU z własnej kieszeni. Wyobraźmy sobie lekarza POZ, wypisującego kilkadziesiąt recept dziennie, który musi na bieżąco pamiętać, że preparat A ma refundację 30%, a preparat B - 60%, przy czym A i B to ten sam lek produkowany przez różne firmy pod różnymi nazwami. O pomyłkę nietrudno, zwłaszcza że lekarz musi co kwartał sam zdobyć i przewertować listę leków refundowanych, wyłapując wszelkie zmiany - wystarczy kilka pomyłek w miesiącu, by lekarz pożegnał się z pensją. A przecież na liście są setki leków, którymi na bieżąco operuje każdy lekarz. Przyjemna perspektywa? Tymczasem lekarz w ogóle nie musiałby kontrolować poziomu refundacji, bo tak czy inaczej od zawsze robi to aptekarz, wprowadzając leki na półkę, wydając je i pobierając zapłatę od pacjenta.

• ten sam lekarz będzie musiał nie tylko po prostu skontrolować prawo do refundacji - czyli aktualność ubezpieczenia zdrowotnego pacjenta - ale również przechowywać dowody na podstawie których prawo to ustalił. Czyli w dokumentacji medycznej lekarz musi zawrzeć kopię druku RMUA albo innych dokumentów poświadczających uprawnienie pacjenta do refundacji. I znowu - sankcją za niedopełnienie tego obowiązku jest ZWROT CENY LEKU z kieszeni lekarza. Przy czym nie jest istotne, czy pacjent był, czy nie był uprawniony do zniżek - wystarczy, że lekarz nie ma w dokumentacji dowodu uprawnienia albo ma dowód nieważny. Fajnie, prawda? Znamy pojęcie "miecz Damoklesa"?

• ministerstwo wymyśliło sobie, że leki specjalistyczne będą mogły być zlecane wyłącznie przez specjalistów. Przy czym np. kardiolog nie będzie mógł zlecić leku na wątrobę, a chirurg - na serce. Pacjent wpierw będzie musiał uzyskać konsultację i poświadczenie specjalisty - ważne przez oznaczony przez niego okres, ale nie dłużej, niż 3 miesiące - że powinien zażywać dany lek. Poświadcze nie to musi znaleźć się w dokumentacji medycznej pod rygorami jak w poprzednich punktach. Co ma zrobić pacjent w przypadku, gdy trzymiesięczny okres jest krótszy niż czas oczekiwania na wizytę u specjalisty - ministerstwo nie precyzuje. A przecież nie jest to nic niespotykanego, raczej norma w naszej służbie zdrowia. W efekcie pacjenci zostaną bez leków albo będą kupowac je ze 100% odpłatnością. Biorąc pod uwagę, że już teraz około połowa osób emerytów i rencistów nie może wykupić wszystkich zleconych im leków, można prognozować, że oddziały szpitalne zostaną sparaliżowane pilnymi przyjęciami chorych zdekompensowanych z powodu niezażywania leków takich jak insulina, leki nasercowe, leki psychotropowe, leki przeciwbakteryjne czy przeciwuczuleniowe. Służba zdrowia poniesie przez to koszty wększe o rząd wielkości, a budżet tego nie wytrzyma.

Aby zobrazować powyższe na jednostkowym przykładzie: wyobraźmy sobie emerytkę z cukrzycą insulinozależną, która od stycznia będzie płacić 100 zł za insulinę, która kosztuje obecnie 15zł (tak zmieni się refundacja). Przy tym osoby tej nie będzie już stać na tak częsty jak dotąd pomiar poziomu cukru w krwi, bo dramatycznie drożeją również niezbędne do tego tzw. "paski". Skutkiem rozluźnienia dyscypliny leczenia, prędzej czy później cukrzyca u tej chorej ulegnie dekompensacji, w wyniku czego trafi ona do szpitala z ostrą hipoglikemią lub w stanie śpiączki cukrzycowej. Nie muszę chyba tłumaczyć, że wyprowadzenie chorej z tych stanów zagrożenia życia kosztuje wykładniczo więcej, niż prawidłowe leczenie w domu. Takie sytuacje staną się nagminne, bo setki tysięcy chorych nie będzie już stać na dotychczasowe leczenie.

Oczywiście, życie dopisze jakiś kompromisowy scenariusz - jednak poziom świadczeń zdrowotnych z pewnością ulegnie znacznemu pogorszeniu, zwiększy się umieralność i chorobowość, zwłaszcza wśród cierpiących na choroby przewlekłe, a wydatki na służbę zdrowia zamiast spaść - wzrosną. Zaostrzą się również konflikty wokół służby zdrowia, bo pokrzywdzeni chorzy będą odreagowywać frustrację nie na ministrach, ale na tych, do których mają dostęp - na personelu POZ. Również pogroszy się sytuacja szpitali, bo nie będą one mogły odmawiać przyjęć w nagłych przypadkach (a przypadków takich będzie teraz o wiele więcej!), zaś NFZ nie podniesie przecież kontraktów.

Czy w tej sytuacji można się dziwić, że lekarze się wściekają?

Czy można się dziwić, że nie chcą podpisywać z NFZ umów na wypisywanie leków refundowanych? Czy ktokolwiek rozsądny podpisałby na siebie taki cyrograf?

Cieszyć się mogą jedynie firmy headhunterskie, którym w najbliższym czasie nie zabraknie żywego towaru - w końcu w Polsce wciąż pracuje wielu dobrych lekarzy, a ministerstwo gotowe jest podjąć każdy wysiłek, by przekonać ich, że na Zachodzie i lepiej płacą, i lepiej organizują pracę i w ogóle gotowi są nieba przychylić wykształconemu specjaliście, byle tylko zechciał wyjechać z Polski i pracować za granicą. A każdy przecież ma tylko jedno życie i niekoniecznie musi je strawić na użeranie się z systemem.

Jeszcze dwa słowa w kwestii informatyzacji - owszem, jest bariera na najbardziej podstawowym poziomie służby zdrowia, bo z doświadczenia wiadomo, że koszty informatyzacji obciążą personel. Nie koszt zakupu urządzeń czy nawet oprogramowania - ale pośrednie, w większości niepieniężne koszty wdrożenia. Każdy, kto choć zbliżył się do tematyki wdrożeń systemów informatycznych w dużych instytucjach wie, co mam na myśli. Ponadto przykre doświadczenie pracowników "budżetówki" pokazuje, że tego rodzaju wdrożenie to wielomiesięczna gehenna, dezorganizacja pracy i decyzyjne bezhołowie, chroniczne problemy z serwisem i wsparciem użytkownika oraz błędy informatyczne, których kosztami obciąży się tych, których obciążyć najłatwiej. Z czasem oczywiście system zacznie działać w miarę sprawnie - jak te w bankach, na poczcie, w PKP, ZUS czy administracji publicznej. Ale zanim to nastąpi, wszystkich czeka istna Golgota. Ponadto, w wielu placówkach systemy takie już działają - można jednak postawić diamenty przeciwko żołędziom, że okażą się "niekompatybilne" z tym, co wymyślą urzędasy z ministerstwa. Tak uczy życie.

Zaangażowanym komentatorom należałoby w tej sytuacji przedstawić jedną dobrą radę - przed wydaniem pochopnych sądów i napiętnowaniem "winnych" lepiej w miarę dobrze poznać poruszany temat i opinie stron, inaczej bowiem łatwo wyjść na nie mającego nic sensownego do powiedzenia pieniacza. Ponadto, lepiej nie wrzucać do jednego wora beneficjentów "mafii profesrosko-ordynatorskiej" i zwykłych wyrobników medycyny, którym również często nie starcza do pierwszego. Bo to zwyczajnie zakrawa na zwykłe skurwysyństwo.

KOMENTARZE

  • Do autora
    Jaki lekarze maja pomysł na zmniejszenie kolejek? Na zmniejszenie korupcji? O przepraszam to nie lekarze są winni korupcji to ci na górze.:)
    A tak na poważnie. Każdy pacjent na wizytę lekarską ma ze sobą zabrać legitymację ubezpieczeniową, podbita w zakładzie pracy. Jeśli w rejestracji nie okaże takiego dokumentu, wizyta jest płatna i nie ma możliwości wypisania recepty na lek refundowany.
    Co do znajomości poziomu refundacji leków. Czy na receptach będziecie jako lekarze pisać % refundacji? Chyba nie więc nie bardzo rozumiem znajomość poziomu tej refundacji. Jako lekarze powinniście znać listę leków refundowanych.
    A jeśli była by taka potrzeba znajomości % tej refundacji to nie ma nic prostszego jak zakup programu np. z firmy Kamsoft lub innej i po wstukaniu nazwy leku uzyskuje się informację. No ale trzeba chcieć zmian.

    Jak słyszę o problemach z informatyzacją i uzasadnienie z pańskiego tekstu to już nic więcej mi nie trzeba tłumaczyć. Dla mnie wszystko jest jasne. beton twardnieje i oby jak najszybciej ten beton rozbito.


    Co do pracy za granicą. Tam też są procedury których trzeba przestrzegać. Kto ponosi winę jak lekarz wystawi receptę na lek refundowany pacjentowi który nie jest ubezpieczony?
  • @Andrzejek
    Po kolei:

    1. Nie wiem, jakie pomysły mają lekarze na zmniejszenie kolejek, mogę mówić tylko za siebie. Podobnie z korupcją. Tak BTW, lekarze nie są od organizowania systemu ochrony zdrowia, to nie wiek XIX.

    2. Twój pomysł z legitymacją lepiej by się sprawdził, niż pomysły pani Kopacz. Ale to ona była ministrem i to jej pomysły właśnie wchodzą w życie. Niestety.

    3. Wedle nowych zasad lekarz MUSI wiedzieć jaki % refundacji ma dany lek w danym kwartale. Jeśli się pomyli - płaci z własnej kieszeni. Na każdej recepcie lekarz MUSI napisać stawkę refundacji, bo inaczej pacjent nie otrzyma leku w aptece (chyba, że na 100%).

    4. Programów obsługi gabinetu jest w pip i jeszcze trochę, ale lekarz jako zatrudniony nie może przynieść sobie do roboty komputera z programem i się nim podpierać, bo to rola pracodawcy. Większość z nich nie ma kasy na takie inwestycje, więc pozostaje długopis i wertowanie rozporządzenia ministra.

    5. Ja także jestem za "rozbijaniem betonu", ale dlaczego zaraz rozbijać go na głowach pacjentów?

    6. Za granicą pracodawcy i ustawodawcy bardzo się starają, żeby lekarz nie musiał robić nic innego ponad leczenie pacjentów. Cała papierkowa robota spada na personel pomocniczy - bo zwyczajnie szkoda czasu pracy lekarza opłacanego 3x drożej niż sekretarka medyczna, która papierki wypisze równie skutecznie. U nas lekarz musi poświęcić 50% czasu na papierkologię i nie jest to pisanie recept, ale dokumentacji NFZ. Od tego pacjent nie robi się zdrowszy, ale Polska to bogaty kraj - stać nas na 800 tys. urzędników, stadiony po 2mld złotych i autostrady po kilkanaście mln za km. I na płacenie lekarzom za wypełnianie idiotycznych formularzy.
  • ZNAMY PERSONALIA POLICJANTA - BANDYTY!
    http://vrota.pl/2011/11/znamy-personalia-policjanta-bandyty-bandyckapolicja-com/
  • @Andrzejek 15:53
    Od jakiegoś czasu nie ma już książeczek. Zostały tylko stare, w których lada moment skończą się miejsca na pieczątki. Zwłaszcza, że teraz trzeba poświadczać je co miesiąc.
    Lekarz powinien bazować na oświadczeniu podpisanym przez pacjenta, że posiada ubezpieczenie. Gdyby okazało się, że w rzeczywistości dany pacjent nie posiada ubezpieczenia, to ten pacjent a nie lekarz powinien zapłacić za nieprawnie pobrane leki z refundacją.
  • @tipsi
    Sama prawda, z tym, że jest jest jeszcze gorzej. Komentarz niejakiego Andrzejka- kompletny biurwokratyczny bełkot.

    Pozdrawiam
  • @valmerte
    Jego komentarz pokazuje zupełne niezrozumienie moich intencji przy pisaniu tego artykułu. W zasadzie mógłbym trzymać gębę na kłódkę, bo i co pomoże moje gadanie? Andrzejek jest takim samym pacjentem, jak wszyscy (a jeśli nie on, to ktoś z jego bliskich, znajomych etc.) i to właśnie tacy ludzie najbardziej ucierpią na szaleństwach pani K. Może komuś właśnie o to chodzi, żeby rozdrażnić społeczeństwo? Żeby wszystko, co jeszcze jakoś działa, zaczęło się knocić?
    Popatrzmy na Słowację - tam siłą zmusza się lekarzy, by nie rezygnowali z pracy. To jest demokracja? Przecież to nowe niewolnictwo! Nikt nie próbuje się z lekarzami porozumieć, nikt nie myśli o sensownych reformach opieki zdrowotnej, tylko hajda w kamasze. Ciekawe jednak, co zrobią władze, jeśli lekarze w odwecie wprowadzą strajk włoski?
    System ochrony zdrowia w Polsce powoli zaczyna się zapadać i nic nie jest go w stanie uchronić przed wstrząsami, tym bardziej, że jego fatalną konstrukcję rządzący obciążają kolejnymi ciężarami. Kto na tym ucierpi? Ja ucierpię, pani ucierpi, ten pan też ucierpi. Wszyscy ucierpimy. Korzyści odnoszone przez nielicznych (mafia ordynatorsko-profesorska, urzędnicy ministerialni, urzędnicy NFZ) nie zrównoważą strat systemu, tym bardziej, że nie są weń reinwestowane. Paradoksalnie, byłyby, gdyby rozpoczęto sensowną prywatyzację - nie, nie służby zdrowia - UBEZPIECZEŃ ZDROWOTNYCH! Bo to właśnie ubezpieczenia są praprzyczyną problemów.
    Idioci i oszołomy wskazują na winę lekarzy. Owszem, wielu lekarzy bezwstydnie żeruje na wadach systemu i głupocie ludzkiej, ale tak jest WSZĘDZIE. Nie ma kraju bez korupcji w służbie zdrowia, bo nie ma kraju, gdzie służba zdrowia działałaby na zdrowych zasadach rynkowych. Korupcja wśród lekarzy jest i w Niemczech i we Francji i w Norwegii, a nawet w Wlk. Brytanii. Jednak w krajach bardzo bogatych albo dysponujących dużą swobodą rynkową (USA, niektóre kraje azjatyckie) dotyka ona jedynie niektórych dziedzin medycyny. W krajach takich jak nasz - niemal wszystkich. Bodaj najgorszą publiczną służbę zdrowia na Zachodzie mają Wlk. Brytania i Kanada - mało kto o tym wspomina.
    Tak więc, czekam na efekty zmian z umiarkowanym niepokojem. Umiarkowanym, bo mam w rodzinie wielu chorych, których trzeba będzie po prostu wspomóc finansowo - inaczej nie dadzą rady. Bo nikt nie może czuć się wolnym od zagrożenia nagłego kontaktu z realiami służby zdrowia. Ale mój względny spokój wynika stąd, że póki co, stać mnie w znacznej mierze na leczenie prywatne i z niego korzystam. Czy będzie mnie stać w warunkach nadciągającego kryzysu? Pewnie nie, ale co wówczas powiedzą ci, którzy zarabiają znacznie mniej?
  • BARDZO DOBRY TEKST!!!!!
    Brakuje tu takich profesjonalnych analiz- Dzięki!!!
    Nie wiem tylko dlaczego Autor nie dokonał stosownego podsumowania czemu te zmiany mają służyć.
    Otóż generalnie zmiany te koszty korupcyjne funkcjonowania państwowej służby zdrowia przerzucają z finansowania ich przez NFZ na łańcuch:
    PACJENT-LEKARZ-WŁAŚCICIEL APTEKI !!!!!
    A więc płacić My jako PACJENCI-LEKARZE-FARMACEUCI będziemy podwójnie:
    1. za wysokie koszty leczenie spowodowane korupcją na najwyższych szczeblach opieki zdrowotnej oraz kierownictwa szpitali i Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej,
    2. oraz w postaci ograniczania dostępności do świadczeń opieki zdrowotnej i leków w wyniku wyczerpania się odpowiednich środków finansowych w kasach NFZ-u w wyniku złej polityki dotyczącej opieki zdrowotnej.

    Pozdrawiam.

    AdNovum
  • @AdNovum
    Słuszna uwaga - rząd i administracja publiczna usiłuje coraz skuteczniej przerzucać i koszty i ryzyko finansowe na słabszą stronę gry. Słabszą, bo rozdrobnioną i niejednolitą, często powodowaną sprzecznymi interesami, nadto zaś nie mającą dostępu do pełnych informacji. A kiedy strona ta zaczyna "podskakiwać", to się jej administracyjne skraca wędzidło. Ot, demokracja...
    No i - dzięki za komplement :)
  • @tipsi
    "Bo to zwyczajnie zakrawa na zwykłe skurwysyństwo."
    .
    ZWYKŁE? Czy celową EKSTERMINACJĘ pacjentów, skłócając ich "po drodze" z lekarzami? Podczas gdy winni są BIUROKRACI?
    .
    Z dzisiejszego "reala": lekarz w przychodni przyszpitalnej,
    oficjalnie pracuje 13.00-18.00.
    Żeby przyjąć wszystkich pacjentów jeszcze o 18.50 coś wpisywał w dokumentacji.
    Czy ZAPŁACONO MU za te 50minut? (tydzień w tydzień)? Wątpię.
    .
    Jeszcze "cymesik":
    JEDEN lekarz, dwie pielęgniarki,
    DWIE rejestratorki,
    TRZY gabinety... (TAK, na tego samego lekarza...)...
    Czas oczekiwania do 5h (a ponoć i 7h)...
    .
    Jeszcze na początku roku czekało się max pół godziny, ale:
    lekarz: "wtedy to JA pracowałem od 10.00"...
    I co ciekawe, WTEDY rejestratorki POTRAFIŁY przydzielać pacjentom "okienka" 2h...
  • @vrota.pl - NIE SPAMUJ
    PROSIŁEM, NIE SPAMUJ, SĄ wątki WŁAŚCIWE, a jaki TU związek??
  • @tipsi
    "Na oko" pacjenci to emeryci i renciści (+rolnicy)...
    .
    Pracujących "nie stać" na czekanie? I mimo, że zapłacili już HARACZ NFZ, to i tak muszą płacić DRUGI RAZ "prywatnemu"?
  • @tipsi
    "Wedle nowych zasad lekarz MUSI wiedzieć jaki % refundacji ma dany lek w danym kwartale. Jeśli się pomyli - płaci z własnej kieszeni. Na każdej recepcie lekarz MUSI napisać stawkę refundacji, bo inaczej pacjent nie otrzyma leku w aptece (chyba, że na 100%)."

    Od siebie dodam dość istotny szczegół, mianowicie nowe wykazy leków refundowanych od nowego roku będą publikowane na drodze obwieszczenia a nie rozporządzenia, co w praktyce oznacza że wchodzą w życie w momencie opublikowania (czyli natychmiast).
    W jaki sposób minutę po opublikowaniu w internecie obwieszczenia rozpocząć wypisywanie i realizowanie recept według nowych cen, tego za Boga nie jestem w stanie sobie wyobrazić...
    ukłony
  • @Andrzejek
    Czy nie jest pan w stanie zrozumieć, że lekarz w Polsce przyjmuje 5X tyle pacjentów co za granicą?
    Farmazony plecie pan o informatyzacji. Rozumiem, że jest to takie słowo-klucz, dla pana magiczne, coś jak sezamie otwórz się.
    Tymczasem wciskanie na siłę "informatyzacji" jest po prostu sabotażem.
    Problemy spowodowane idiotycznymi pomysłami NFZ co do informatyzacji są nie do przecenienia.
    Żeby lepiej zrozumieć - kiedyś na dworcach kolejowych były szafy z kartonikowymi (papier z odzysku) biletami kolejowymi na najczęściej wykorzystywane połączenia.
    Taki bilet kasjerka brała z szafki, podbijała, kasowała pieniądze, co zajmowało 5-10 SEKUND.
    Dziś pani musi wystukać na komputerze, wydrukować bilet na super drogiej i tajemniczej aparaturze, co zajmuje ponad MINUTE, a często minut kilka.
    Lekarz jest by leczyć, a rozliczenia między pacjentem, a NFZ-tem w ogóle nie powinny go interesować.
  • @Major
    No proszę, tego nie wiedziałem. Kafka to cienias przy naszej Ewie K.
  • @AlexSailor
    Wystarczy się przez moment zastanowić, by zrozumieć, że zabieranie lekarzom czasu na papierkową robotę jest jak wbijanie gwoździ patelnią. Niby można, ale ani to sprawne, ani ekonomiczne, ani sensowne.
    Natomiast nękanie lekarzy idiotycznymi i restrykcyjnymi przepisami administracyjnymi to prosty sposób na zwiększenie napięć społecznych i sprowokowanie protestów. Oczywiście, politycy będą wówczas wytykać lekarzom złą wolę i środowiskowy egoizm, a bezrefleksyjni pożeracze telewizji łykną to jak karp kluskę i znowu okaże się, że partia się tak stara, a ci niewdzięcznicy nic tylko by brali kasę za nicnierobienie.
  • @tipsi
    A wszystko obliczone na utrudnienie dostępu do leków, często wręcz rezygnację z leczenia, nierzadko - śmierć. Czyli na WYNISZCZENIE narodu. Zgodnie z wiadomymi (z niezależnych portali) dyrektywami. DEPOPULACJA is OK.
  • @anarche
    W gruncie rzeczy rząd kombinuje racjonalnie - utrudniony dostęp do lekarza i leków znacząco zwiększy umieralność w grupie najbardziej obciążonej zdrowotnie, a więc wśród rencistów i emerytów, co pozwoli zaoszczędzić nie tylko na lekach i kosztach opieki zdrowotnej, ale i na rentach i emeryturach. Do tego osoby w obecnym wieku emerytalnym będą mogły spokojnie poświęcić się dalszej pracy zawodowej, bo spadną im obowiązki związane z opieką już to nad starszymi członkami rodziny (szybciej wymrą), już to nad młodszymi (wnukami) - nie będą się rodzić, bo rząd przewidująco ciął po becikowym. Teraz też już wiemy, dlaczego rząd przewidująco obciął zawczasu zasiłek pogrzebowy - jak oszczędzać, to na całego!
  • @tipsi
    Dzisiejsi emeryci mogą jeszcze pamiętać, gdzie po II wojnie zakopali "na wszelki wypadek" karabiny...
    .
    Gdyby tylko wiedzieli KTO chce ich EKSTERMINOWAĆ......
  • @tipsi
    Ad. 1 Właśnie dlatego że nie-lekarze organizują cokolwiek między lekarzem a pacjentem jest to o czym piszesz. (mam na myśli organizowania własnej pracy a nie cudzej). A Arłukowicz czy Kopacz to chyba tylko do świecenia oczami, żeby było, że to lekarze firmują.
    W systemie XIX wiecznym nie było niczego złego, tylko nie dało się organizacjom finansowym wydrzeć od ludzi tyle pieniędzy co teraz. I (ad.6) za granicą nie jest inaczej, a jedynie jest więcej pieniędzy do roztrwonienia, a do tego nie dopują lekarzom. To zresztą ciekawe, bo od czasów PRLu od czasu do czasu organizuje się połajanki lekarzy dla celów dydaktycznych ludu pracującego. Może nawet środowisko lekarskie na to zasługuje spolegliwością, bo służba zdrowia obok posłusznych nauczycieli stanowi ostatnią chyba enklawę czystego żywego realnego socjalizmu. Chyba będzie w awangardzie reaktywacji.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY